Używasz przeglądarki Internet Explorer 6, która nie jest wspierana nawet przez producenta.
W związku z tym, cześć funkcjonalności serwisu może być dla Ciebie niedostępna.
Radzimy zainstalowanie nowszej wersji Internet Explorera (zobacz tu) lub innej przeglądarki (zobacz tu lub tu).
...

Sumienie menedżera
  •   

29 września   Maciej Błaszak, prof. UAM dr hab. Instytut Filozofii
Sumienie menedżera Pewnego sierpniowego wieczoru 2002 roku pod nogi Franco Gonzalesa – pomywacza i nielegalnego emigranta mieszkającego w Los Angeles – spadła plastikowa torba pełna pieniędzy, wyrzucona z przejeżdżającego samochodu. Pieniądze pochodziły najprawdopodobniej z nielegalnego źródła, a na ulicy – poza Franco – nie było nikogo.
 

Chłopak zabrał torbę do domu, a po przeliczeniu zawartości okazało się, że stan jego posiadania powiększył się o 203 000 dolarów żywej gotówki. Pomyślał wówczas o niewdzięcznej i słabo płatnej pracy, dziewczynie, z którą zamierzał założyć rodzinę, i matce mieszkającej w biednej, meksykańskiej wiosce. Od nadmiaru myśli pękała mu głowa, ale przed świtem wykręcił numer na policję i poprosił, by zwrócono pieniądze prawowitemu właścicielowi. W sierpniowym numerze Los Angeles Times jego historia została opatrzona tytułem „Ballada o biednym samarytaninie”.

 

Dla ekonomistów neoklasycznych, takich jak Noblista Gary Becker, Franco zachował się wspaniałomyślnie, ale jego czyn był wyjątkiem potwierdzającym regułę maksymalizacji zysku przez racjonalnego człowieka. To prawda, że poświęcenia mają miejsce, ale dla naukowej ekonomii są rzadkie, nieprzewidywalne i niewarte badań. Jedyne trwałe motywatory ludzkich działań mają charakter finansowy. Nawet gest Franco można by wyjaśnić pobudkami egoistycznymi, takimi jak chęć uniknięcia poczucia winy i obsesyjnego niepokoju, czy nadzieja otrzymania pochwały za życia i zbawienia po śmierci. Obojętnie jak altruistycznie Franco by się nie zachował, dla kolegów Gary Beckera była to zawsze forma zakamuflowanej korzyści własnej.

 

Ocena decyzji Franco przez naukową ekonomię wydaje się co najmniej dziwna. Nasz codzienny, wewnętrzny monolog zawiera setki pozafinansowych ocen: „nie powinien tego robić…”, „jak tak można”, „miły ten kelner”, przepływających przez nasz umysł z prędkością górskiego strumienia. Nasz język zawiera dziesiątki różnych słów – „cnotliwy”, „uczciwy”, „godny zaufania” – opisujących altruistyczne formy zachowania. Ludzie zwracają znalezione portfele, bezinteresownie pomagają turystom odszukać hotel i nie przejeżdżają na czerwonym świetle, nawet wówczas, gdy policjanta nie ma w pobliżu. Na wakacjach dajemy napiwki w restauracjach, których już nie odwiedzimy, a wielu z nas honorowo oddaje krew. Czy tak zachowuje się zatwardziały egoista ekonomii neoklasycznej, zainteresowany wyłącznie materialnym konsekwencjami własnych działań?

 

Ekonomia przeoczyła fakt, iż człowiek z natury jest zdolny do bezinteresownych i prospołecznych działań. Czasami jego działania bywają prospołeczne, ale nie bezinteresowne, jak w rzadkim przypadku chirurga ratującego komuś życie wyłącznie z pobudek finansowych. Bywają również przypadki działań bezinteresownych, ale z pewnością nie prospołecznych, jak w przypadku terrorysty dokonującego samobójczego ataku bombowego. Jeśli jednak to, co robimy, służy innym i nie jest motywowane chęcią zysku, sygnalizuje włączenie się do akcji naszego sumienia, będącego integralną częścią mózgu człowieka od pół miliona lat.

 

Historia sumienia rozpoczyna się w mrokach prehistorii, kiedy na Ziemi nie było jeszcze ludzi współczesnych, czyli przedstawicieli Homo sapiens. Całkiem dobrze prosperował jednak przodek ludzi i ich najbliższych kuzynów, neandertalczyków, niejaki Homo heidelbergensis, którego nazwa pochodzi od Heidelbergu, w okolicach którego znaleziono jego pierwsze szczątki. Otóż ów prehistoryczny osobnik, zamieszkujący Europę pół miliona lat temu, zaczął jako pierwszy produkować broń śmiertelnego rażenia na odległość, czyli włócznie i oszczepy. Nie tylko pomagały mu one polować na mamuty i nosorożce włochate, ale również utrzymywać egalitarną strukturę własnego stada. Wcześniej owo stado było zdominowane przez osobnika alfa, który siłą i sprytem wymuszał posłuszeństwo pozostałych osobników. Ale odkąd można było takiego osobnika ubić włócznią lub oszczepem rzuconym z pewnej odległości, radykalnie zmieniły się społeczne relacje między naszymi przodkami. Parafrazując klasyka, można powiedzieć, że od czasów Homo heidelbergensis do wynalezienia rolnictwa przez Homo sapiens jakieś 12 tysięcy lat temu, obowiązywała dyktatura proletariatu: nie było równych i równiejszych.

 

Ekonomia przeoczyła fakt, iż człowiek z natury jest zdolny do bezinteresownych i prospołecznych działań.

 

Psycholog Jonathan Haidt pokusił się o rekonstrukcję ludzkiego sumienia zlokalizowanego w bocznym biegunie czołowym mózgu. Jego zdaniem możemy wyróżnić sześć modułów, których geneza była odpowiedzią na wyzwania świata cyklicznych zlodowaceń, w którym przeżycie było kwestią nie tylko sprytu i szczęścia, lecz również solidarności grupowej i troski o innych.

Pierwszy z nich jest modułem opieki. Dzięki niemu, nasi przodkowie zaczęli automatycznie reagować na cierpienie, stres i potrzeby dzieci. Drugim modułem jest sprawiedliwość. Jego treść pozwala zbierać korzyści z dwustronnego partnerstwa opartego na wzajemności. Trzecim modułem jest lojalność, niezbędna do tworzenia spójnych koalicji, spajających grupę od środka. Czwartym modułem jest autorytet. Wartość autorytetu pojawiła się w odpowiedzi na oznaki dominacji wymuszające uległość i posłuszeństwo. Piątym modułem jest świętość, czyli podział na to, co dozwolone i na to, co zabronione. Pierwotnym bodźcem wyzwalającym świętość były odpadki, odchody i chorzy ludzie. Fizyczny kontakt z nimi mógł mieć dla mieszkańców plejstoceńskiego świata opłakane konsekwencje. Ostatnim, szóstym modułem sumienia jest wolność. Wartość wolności jest istotą procesu, który doprowadził do ewolucji wszystkich sześciu modułów w okresie plejstocenu, kiedy po raz pierwszy każda jednostka poczuła się ważna, a jej głos był słyszany.

 

Próbując rozeznać się w moralnej kondycji szefa, kolegi lub kandydata na nowe stanowisko, możemy prześwietlić jego lub jej kręgosłup etyczny w świetle wiedzy o sześciu modułach sumienia.

Po pierwsze, czy troszczy się o słabszych? Po drugie, czy jest sprawiedliwy przy podziale środków? Po trzecie, czy jest lojalny wobec firmy, szefa i kolegów z zespołu? Po czwarte, czy uznaje jakieś formy autorytetu? Po piąte, czy uznaje jakieś przejawy życia za święte, na przykład określone wartości społeczne? Po szóste, jakie jest jego podejście do wolności negatywnej (od przymusu) i pozytywnej (do prawa głosu)?

  •   
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu.

Komentarze

Aby komentować, musisz się zalogować.