Używasz przeglądarki Internet Explorer 6, która nie jest wspierana nawet przez producenta.
W związku z tym, cześć funkcjonalności serwisu może być dla Ciebie niedostępna.
Radzimy zainstalowanie nowszej wersji Internet Explorera (zobacz tu) lub innej przeglądarki (zobacz tu lub tu).
...

Konferencje TSL a wiedza przewoźników

15 października 2011   Jerzy Różyk - CDS Kancelaria Brokerska
Konferencje TSL a wiedza przewoźników W ostatnim czasie odbywają się coraz liczniejsze seminaria i konferencje o tematyce TSL. Przeważają oczywiście tematy związane z nowinkami technicznymi, rozwiązaniami IT dla transportu lub też nowościami, np. o systemie elektronicznej opłaty drogowej, czy z prawem przewozowym i łańcuchem dostaw. Przewijają się tematy stanowiące o bardziej „palącej” tematyce, jak np. zmiany w przepisach po 4 grudnia br., problemy w wprowadzeniem e-myta, czy też płatne obwodnice Polskich miast.
 

Czy przez 20 minut prelekcji da się jednak przekazać to, co tak naprawdę interesuje przewoźników?

Z opinii i obserwacji własnych wnoszę, że niestety nie. Dlaczego? Choć na konferencjach dominuje dość ważna tematyka, zagadnienia są jedynie sygnalizowane i omawiane „po łebkach”. I może warto zastanowić się, czy taka formuła wnosi coś w rynek TSL, czy jest jedynie okazją do promowania się sponsorów.

Nasze doświadczenia z obszaru zarządzania ryzykiem, szkód i roszczeń transportowych wyraźnie wskazują, że wiedza w branży TSL jest gorzej niż mizerna. Można zaryzykować stwierdzenie, że spora część uczestników  życia TSL to „abnegaci umysłowi” i to nie ze względu na brak zainteresowania problematyką, ale na brak możliwości jej przyswojenia i zrozumienia. Skoro więc nikt im tego nie wykłada jak przysłowiowej krowie, nie mają najmniejszej szansy, aby świadomie decydować o swoim losie. W tym aspekcie dochodzi tutaj do samoistnego pozaprawnego ubezwłasnowolnienia się tych osób. I jest to groźne z tego powodu, że owo samoistne pozaprawne ubezwłasnowolnienie nie ma nic wspólnego z prawną instytucją ubezwłasnowolnienia, albowiem te osoby ponoszą prawną odpowiedzialność za swoją winę, działanie lub zaniechanie działania. Z czym zaś to się wiąże wie każdy zdrowo myślący człowiek – z zobowiązaniem do odszkodowania lub zapłacenia kary w przypadku szkody lub zaniedbań powstałych wskutek powyższych przesłanek. Wynika to z jednego z podstawowych źródeł polskiego prawa, jakim jest ustawa Kodeks Cywilny, który w art. 415 wyraźnie przestrzega, że „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. A w obszarze TSL zastosowanie ma nie tylko kodeks cywilny, a cała masa aktów prawnych normujących zasady prowadzenia określonych działalności.

I choć nie można powiedzieć, że przewoźnikom nie jest podawana jakakolwiek wiedza, bo w końcu przekazuje się im, że za uszkodzenie lub utratę towaru, za przewóz kabotażowy w Niemczech bez wymaganych dokumentów lub polisy OCP, za przeładowanie naczepy, nie przestrzeganie czasu pracy, itp. mogą zapłacić z własnej kieszeni odszkodowanie, mandat lub karę, tak naprawdę nie mają oni zielonego pojęcia o tym, co o tym decyduje i jak skutecznie ustrzec się przed niechcianymi kosztami. I w wielu przypadkach nawet nie można powiedzieć, że przewoźnik jest już mądry po szkodzie, gdyż pomimo, że samo pokrycie szkody, mandatu lub kary jest dla niego bolesne, niczego to przewoźnika nie uczy.

Czy przewoźnikom potrzebna jest wiedza?

W XVI wieku Piotr Skarga, nawiązując do słów Jakuba Apostoła "Jeśli kto z was potrzebuje mądrości, niech jej prosi od Pana Boga, który wszytkim hojnie daje, a nie wymawia, a będzie mu dana", pisał w „Kazaniach sejmowych”:

 

„Mądrości wszędzie potrzeba. Dziwno być może, dlaczego tak mówi ten ś. Apostoł: "Jeśli kto z was mądrości potrzebuje". I któż jej nie potrzebuje? Izali co dobrego kto bez niej począć i sprawić może?”.

 

I słusznie Piotr Skarga podnosił, że bez mądrości nic począć i sprawić nie można. I choć tekst został opublikowany w 1597 roku, dziwi fakt, iż dziś w naszym kraju bardzo powszechne jest powiedzenie „Mądry Polak po szkodzie”. Można by rzecz, że skoro Polak mądry dopiero po szkodzie, kazania Piotra Skargi nic Polakom nie dały.

Jak więc podawać przewoźnikom wiedzę?

Na pewno szczegółowo, na pewno wytrwale i najlepiej przez casy. Niestety taka forma wymaga zmiany formuły i zaangażowania samych przewoźników, również finansowego.

Jak obserwuję, przewoźnicy chętniej uczestniczą w bezpłatnych szkoleniach, wykładach, czy konferencjach. Dla nich jest to też okazja do spotkania się ze znajomymi, być może załatwienia swoich spraw, czy trywialnego zaprezentowania się. Pamiętam takie mitingi z początku wieku, organizowane przez zrzeszenie, lokalne stowarzyszenia przewoźników lub producentów ciężkich aut, gdy po przyjeździe wzrok przykuwał parking zastawiony samochodami typu „zastaw się a postaw się”, a głównymi atrakcjami były hostessy, grill i ogródki z piwem i z jakąkolwiek edukacją nie miało to nic wspólnego. Ale seminarium, czy konferencja z samej nazwy to nie rozrywkowy miting, tylko impreza edukacyjna. Formuła zdecydowanie inna, ale i obecnie promocja jest dość zauważalnym, jak nie jednym z główniejszych elementów tego typu imprez.

Nasze obserwacje potwierdzają prezentowaną w literaturze teorię, że skoro wiedza nie kosztuje, mało kto ją przyswaja. Jak wynika z rozmów z przewoźnikami lub spedytorami, zdecydowanie więcej wynoszą oni z obowiązkowych i płatnych szkoleń. Skoro więc wiedza opłacona bardziej się przyjmuje, może warto pomyśleć o organizowaniu płatnych dwu, trzydniowych warsztatów, za które zapłacą uczestnicy. Moim zdaniem nie wyklucza to promowania się prelegentów, czy firm sponsorujących, ale głównym celem takich szkoleń powinno być przekazanie wiedzy merytorycznej. Ważnym elementem takich szkoleń jest niestety wiedza praktyczna, stąd też ważne jest co, jak i przez kogo będzie przewoźnikom podawane. Każdy uczestnik ma swobodny i nieograniczony dostęp do wiedzy ogólną, choćby za pomocą Internetu i tylko pod tym warunkiem organizowanie takich przedsięwzięć ma sens.

Według mnie potrzeba edukacji jest wielka, idea szczytna, tylko nie ma tego kogoś, kto zainteresuje się tym i przyjmie na siebie ciężar organizowania takich akcji, czy takich przedsięwzięć. Póki co brać transportowa musi więc poradzić sobie sama i każdy we własnym zakresie musi zaopatrzyć się w odpowiednią wiedzę i wsparcie fachowców oraz działać według własnego uznania. Ale niejednokrotnie owo działanie kończy się uznaniem, ale roszczenia, kary, czy mandatu – a raczej powinno być odwrotnie.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu.

Komentarze

17 października 2011
Panie Jerzy, dość odważnie stawia Pan swoje tezy. Chcę tylko Panu przypomnieć, że przewoźnik to nie prawnik i nie powinien zajmować się studiowaniem prawa. Powinien umieć zarabiać pieniądze na przewożeniu towarów. Znajomość prawa to domena prawników. Kiedy jestem chory na serce idę do internisty a on kieruje mnie do kardiologa raczej nie jadę na sympozjum dla kardiologów. Więc wystarczy mi wiedza, że takie problemy mogą się pojawić i muszę tylko wiedzieć gdzie ten doktor urzęduje. Prawnika każdy może wynająć i nie koniecznie po fakcie. Gorzej jest z tematami jak prowadzić działalność transportową z jakich narzędzi wspomagających skorzystać aby mieć lepszą kontrolę nad kosztami i lepiej planować biznes. Tego prawnik mi nie powie a kolega z branży zawsze coś wie ciekawego. W końcu nikt nie jest tak mądry jak wszyscy.

17 października 2011
Panie Adamie, w swoich publikacjach stawiam wiele odważnych tez, co więcej – niektóre są też kontrowersyjne. Nie odnotowałem natomiast negatywnych opinii, stąd wnoszę, że spełniają publikacje swoją funkcję. Artykułem nie chciałem dać do zrozumienia, że konferencje są niepotrzebne, a jedynie wskazać na potrzebę edukacji podmiotów z branży TSL i na brak takich działań przez podmioty zewnętrzne biorące udział w kształtowaniu tego obszaru, w tym również w krzewieniu wiedzy. Podmiotów tych jest cała masa, wydawnictwa i portale nie są jedynymi. Sami zajmujemy się zawodowo doradztwem w zakresie zarządzania ryzykiem w transporcie (pod kątem bezpieczeństwa w przewozach, tym samym również bezpieczeństwa finansowego przewoźników) i widzimy ten problem. To że przewoźnicy nie dysponują odpowiednią wiedzą wyraźnie uwidacznia się w case-ach, które analizujemy. Taki stan potwierdzi też niejeden prawnik zajmujący się problematyką transportową, stąd niektórzy publikują swoje artykuły o tym stanowiące. Oznacza to, że potrzeba poprawienia wiedzy jest widoczna i są próby dokonania zmiany tego stanu. Artykuł jest próbą sprowokowania dyskusji nad obecnym status quo i jednocześnie propozycją podjęcia przez podmioty okołoTSLowskie odpowiednich działań. Czy będzie zainteresowanie, to już inna historia.

18 października 2011
A ja całkowicie zgadzam się z Panem Jerzym (nie pierwszy raz zresztą :) ). Panie Adamie, to prawda, że prawo to domena prawników, ale jednak przewoźnicy powinni znać choćby w podstawowym zakresie regulacje prawne obowiązujące w ich branży. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że kierowca powinien wiedzieć, czy należy jeździć po prawej, czy po lewej stronie drogi. A wielu przewoźników nie uznaje za stosowne poznania prawa przewozowego nawet w tak minimalnym zakresie. W działalności przewoźników prawo jest obecne prawie w każdym momencie. Jak prawidłowo wypełnić list przewozowy (90 % listów przewozowych jest wypełnianych błędnie), jak zadbać o swoje interesy w przypadku powstania szkody (w wielu przypadkach, gdyby przewoźnik znał przepisy prawa przewozowego, mógłby odmawiać wypłaty odszkodowania, a zwykle potulnie godzi się na żądania poszkodowanego), co zrobić, jeśli odbiorca nie chce odebrać przesyłki albo nadawca nakazuje zmianę trasy. To przecież codzienność przewoźników, a jednak niewielu inwestuje w wyszkoleniu swojego personelu, żeby te codzienne czynności były zgodne z prawem i nie narażały przewoźnika na wielkie szkody (jak choćby w przypadku kierowców, którzy nie wiedzą, na jakich parkingach zgodnie z polisą OC przewoźnika mogą parkować). Oczywiście prawnika można wynająć i przed, ale dziwnym trafem klienci trafiają do mnie zwykle, gdy mleko już się rozlało. To też przejaw braku świadomości zagrożeń, a świadomość ta przychodzi z wiedzą. Stąd też edukowanie przewoźników leży także w interesie prawników czy brokerów ubezpieczeniowych. Dlatego też m.in. prowadzę bloga poświęconego prawu transportowemu, choć zgadzam się, że szersza akcja edukacyjna zwłaszcza zainicjowana przez organizacji branżowe odniosłaby dużo lepszy efekt niż pojedyncze choć bardzo chwalebne działania, jak chodźmy artykułu Pana Jerzego.

18 października 2011
Szanowni Panowie, rozumiem Wasze opinie jednak chcę wyraźnie powiedzieć, że myślenie nie boli. Każdy rozsądny przedsiębiorca w ogólnym zakresie przepisów dotyczących jego obszaru działalności powinien się orientować co nie znaczy, że maje dogłębnie studiować. Wypełnienie prawidłowo listu przewozowego nie zaliczam do spraw arcy trudnych a często błędy w nich występujące są po porostu wynikiem strachu przewoźnika przed klientem. Jeśli przewoźnik chciałby poznać meandry sporów prawnych niestety sam musiałby zostać prawnikiem. Pewnie dla wielu przewoźników mogłoby by to oznaczać lepsze życie:) Ale serio - dzisiaj bez wsparcia prawnika nie da się prowadzić działalności - ja to rozumiem. Czepiam się tylko do tego, że na konferencji naszym zadaniem jest zasygnalizowanie problemu a nie jego definitywne rozwiązanie. Szkoda tylko, że w naszą dyskusję nie chcą się włączyć sami zainteresowani. Ale i tu jest rada ( wracając do tezy, że myślenie nie boli) Znakomita większość przewoźników szkoli się wewnętrznie z prawa transportowego. Problem chyba dotyczy w dużej mierze małych przedsiębiorców którzy są tak zajęcie transportowaniem, że nie mają czasu na szkolenia i wychodzą z założenia, że może im się to nie przydaży. Jednak dobrze, że ta dyskusja nabrała takiego tempa ponieważ z niej wynika na dziś jedno. Może się skrzykniemy i wspólnie wyjdziemy do przewoźników z programem szkoleniowym?

18 października 2011
Oczywiście, że żadna konferencja nie zapewni wiedzy prawnika, ale powinny gruntownie przekazywać wiedzę elementarną. Nikt nie oczekuje od przewoźników znajomości problemu zbiegu roszczeń deliktowych i kontraktowych z tytułu szkód w przewozie (choć to się bardzo w praktyce przydaje), ale tego, że należy wpisywać określone zastrzeżenia do listu przewozowego, warto czytać warunki OWU, a jeśli się tego nie potrafi, zgłosić się do specjalisty. A co do programu szkoleniowego - świetny pomysł - jestem za. Pytanie ile osób się przyłączy do inicjatywy.

18 października 2011
Panie Adamie, wobec tego skrzyknijmy się a może urodzi się jakaś koncepcja szkoleniowa. Spotkanie się i porozmawianie o tym na pewno nie zaszkodzi.

18 października 2011
Panie Jerzy, jako przedstawiciel firmy-uczestnika sektora TSL, jak najbardziej popieram inicjatywę. Choć jest zwolennikiem intensywnego rozwoju firmy poprzez zastosowanie innowacyjności opartej na najnowszych technologiach, uważam iż, nie można zapominać elementarnych zasadach związanych z ryzykiem w tym biznesie. Zarówno konstrukcje wszelkiego rodzaju zleceń transportowych i spedycyjnych czy OPWS niewiele mają wspólnego z praktyczną stroną bezpiecznego prowadzenia tego rodzaju działalności.

19 października 2011
Moim zdaniem szkoleń powinno być jak najwięcej, odbywać się powinny cyklicznie i prowadzone powinny być przez profesjonalną kadrę. Przewoźnicy będą przyjeżdzać ,słuchać prelekcji i ….. i jak mówi stare porzekadło „Polak mądry po szkodzie" ma tu idealne zastosowanie. Tak własnie myśli statystyczny polski przewoźnik .Przeciez wiekszosc firm transportowych w Polsce to przedsiębiorstwa rodzinne z taborem 1-5 aut .Jeszcze długo będziemy czekać na profesjonalne podejscie do sprawy .Ludzie ci często nie zdaja sobie sprawy jak wielkim ryzykiem się obarczają. Udawało się tyle lat to dalej tez będzie dobrze. Popadają w rutyne i z czasem już w ogóle nie myślą wykupując np. najtansze polisy bez najmniejszego zaglebiania się w ich tresc .Ten biznes transportowy – nie mówie o spedycji – jest w ogóle jakiś dziwny .Krótko mówiąc jest obarczony ogromnym ryzykiem.Jeden bład kierowcy ( np.wypadek po pijanemu ) może kosztować lata pracy całego przedsiębiorstwa.Także potrzebna jest duża wiedza,doświadczenie,dobre ubezpieczenia i modlitwa by nie zawiódł czynnik ludzki :)

19 października 2011
Moim zdaniem przewoźnik powinien dbać o powierzone mu dobro. Przepisami powinni zajmować się np.spedytor - który przekazuje to co ważne. Tomek

19 października 2011
Popieram tezy Pana Jerzego, przewoźnicy nie do końca zdaja sobie sprawę z korzyści jakie płyną dla nich z profesjonalnych szkoleń. Wielu z nich uważa, ze to tylko zbędny wydatek w firmie, jednakże chcąc odnieść sukces na rynku TSL należy inwestować w rozwój, aktualna i profesjonalna wiedza pozwoli uchronić ich niejednokrotnie przed wieloma problemami. Jako Wyższa Szkoła Cła i Logistyki pracujemy nad stworzeniem pilotażowego projektu szkoleń pod nazwą: "Akademia Profesjonalnego Przewoźnika", która ma zapewnić przewoźnikom kompleksową wiedzę niezbędną do rozwijania swojej działalności. Zaprosiliśmy przedstawicieli branży do wspólnej debaty by stworzyć produkt jak najlepiej odpowiadający potrzebom grupy docelowej, jednak kiepski odzew firm sektora TSL potwierdza tezę, że przewoźnicy nie są zbytnio zainteresowani takimi działaniami. Należy to zmienić i dlatego popieram apel do zebrania się kilku podmiotów i skonsolidowania naszych działań na rzecz świadomości szkoleniowej sektora TSL.

Aby komentować, musisz się zalogować.